7

Co dalej z gospodarką?

Na rynkach w ostatnim czasie obserwujemy sinusoidalny rollercoaster. Bywają dni, gdzie wszystkie indeksy przybierają czerwone barwy, aby w kolejnych sesjach znów wracać do dającej nadzieję zieleni. W czasie poniedziałkowej sesji obserwowaliśmy czerwone wskaźniki zmiany wycen akcji. Amerykańskie indeksy traciły odpowiednio: S&P 500 1,3%, DJIA 0,94%, Nasdaq 2,16%). Wczoraj w zupełnie innych nastrojach przebiegała sesja w Stanach Zjednoczonych. S&P 500 urósł w ciągu dnia o 1.05%, Dow Jones Industrial Average znalazł się 0,92% ponad kursem odniesienia, Nasdaq zaś pobił dwa wspomniane wcześniej indeksy i zyskał tego dnia 1,25%.

Notowania amerykańskiej giełdy w dn. 05.10.2021 (źródło: finviz.com)

Czemu zawdzięczamy taką zmienność? Uczestnicy rynku swoje decyzje podejmują w oparciu o napływające dane. Przez większość tego roku docierały do nas dobre informacje dotyczące odbudowywania się gospodarek po pandemicznym zastoju. Oczywiście, w między czasie pojawiały się także dane wskazujące, że odbudowa nie będzie przebiegać tak gładko, jak się może wydawać. Ale o takich danych raczej szybko zapominano, bo przyjemniej się żyje w atmosferze euforii i ciągłych wzrostów. W takim razie jakie czynniki wpłynęły w ostatnim czasie na studzenie nastrojów? Pierwszej przyczyny (a może raczej skutku), która dotyczy wszystkich gospodarek narodowych, należy doszukiwać się w rozpędzającej się inflacji. W Polsce ostatni odczyt CPI (dane wstępne) podany przez GUS wyniósł 5,8% r/r. A jak wygląda sytuacja na świecie?

Inflacja w poszczególnych krajach (żródło: statista.com)

Inflacja jednak nie jest przyczyną samą w sobie, ale jest wynikiem różnych, współistniejących zdarzeń. Pierwszej przyczyny inflacji możemy doszukiwać się w działaniach banków centralnych. Po wybuchu pandemii emitenci pieniądza na masową skalę ruszyli z programem QE (luzowanie ilościowe). W ten sposób walczono z brakiem płynności, który z kolei spowodowany był zamrożeniem gospodarek. Firmy, które nie mogły prowadzić biznesu, otrzymywały od państw różne formy pomocy, aby były w stanie obsługiwać swoje bieżące zobowiązania. Banki centralne swoim działaniem pomagały pośrednio rządom w realizowaniu działań pomocowych. W tym momencie wiele oczu spogląda na Waszyngton, ponieważ trwa tam batalia pomiędzy Demokratami a Republikanami ws. podniesienia limitu zadłużenia USA. We wtorek, w czasie wywiadu udzielonego CNBC, Janet Yellen (Sekretarz Skarbu USA) stwierdziła: „jeśli Kongres nie podniesie limitu deficytu, gospodarka USA wejdzie w całkowite spowolnienie”. Co to oznacza? Jeśli zostanie osiągnięty limit zadłużenia, rząd USA nie będzie w stanie emitować nowego długu i stanie się technicznym bankrutem. Warto podkreślić, że poziom deficytu Stanów Zjednoczonych w 2020 r. wyniósł 3,13 bln USD i był to najwyższy wynik od czasów II Wojny Światowej (przyjmując poziom zadłużenia do PKB).

Zadłużenie publiczne USA; lewa skala przedstawia biliony USD (źródło: Congressional Budget Office)

Kolejną przyczyną inflacji są w tym momencie szoki podażowe. Na rynku energetycznym obserwujemy gwałtowne wzrosty cen gazu, ropy, węgla. Te z kolei przekładają się na wzrost cen transportu i samej energii elektrycznej (zwłaszcza w gospodarkach opartych o konwencjonalne źródła). Ważnym czynnikiem pozostają przerwane łańcuchy dostaw. Produkcja wielu towarów nie może być ukończona w czasie z powodu braku odpowiednich części. W elektronice duże wyzwanie stanowi mała podaż metali ziem rzadkich, które stanowią bazę do budowy półprzewodników.

Z pewnością w najbliższym czasie musimy spodziewać się bardziej jastrzębiego nastawienia banków centralnych. W niektórych państwach naszego regionu podwyżki stóp trwają już od kilku miesięcy. W Polsce do tej pory NBP w swoich komunikatach przyjmował gołębią retorykę. Ostatnie wypowiedzi Prezesa Glapińskiego wskazują jednak na to, że w Radzie Polityki Pieniężnej coraz większą siłą wykazują się członkowie skłonni do podniesienia stóp procentowych.

Na rynku walut sytuacja wygląda następująco: kurs EURPLN oscyluje wokół 4,6005; USDPLN 3,9850; za Franka szwajcarskiego musimy zapłacić 4,2850, zaś kurs Funta brytyjskiego wynosi 5,4040 (dane na godz. 12.05).

Udostępnij post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin